Ostatnie chwile przed sylwestrem przeznaczam na chwilę reflekcji. Może natchnie mnie to do wysnucia jakiegoś postawnowienia:>
STYCZEŃ: Nerwowy początek roku. Kolokwia, egzaminy, nauka, nowe współlokatorki, gorączkowe poszukiwanie pracy. Wszystko raczej w samotności i w nerwach. Ostatecznie wylądowałam w roli korepetytorki i praca nabierała tempa.
LUTY: Pierwsze rozstanie z kimś tak bliskim. Nowe, smutne, refleksyjne doświadczenie. Chwile te napłynęły z ogromną siłą, ledwie utrzymywałam się na powierzchni. Siły dodawali mi zazwyczaj przypadkowi ludzie. Życzliwość przechodniów ratuje życie!
MARZEC: Koniec udręk! Ostatnie egzaminy, a potem spowolnienie tempa. Nie udało mi się mieć ferii ani wakacji, psychicznie też nie szło wytrzymać, ale wtedy już wszystko zaczęło iść w dobrą stronę. Na samym początku maja wesele, na którym poraz pierwszy byłam jako osoba towarzysząca. Do tego kilka niespodziewanych spotkań, spacerów, inspirujący koncert Agnieszki Chrzanowskiej i pierwsza wizyta w filharmoniiJ
KWIECIEŃ: Poraz drugi zostałam chrzestnąJ Potem pierwszy wyjazd w tym roku, Kościelisko. Oczywiście nie mogłam tam trafić po ludzku, nie zdążyłam na autobus z opłaconym już biletem, kazali mi czekać pod UR, który ma dwa budynki i ja oczywiście pojechałam pod niewłaściwy. Zupełna norma, ale kolejny dowód na to, że ode mnie znajomości jakiejkolwiek trasy nie powinno się wymagać. Dys…orientacja? Są na to papiery? Pod koniec kwietnia spotkanie z kimś, kogo nigdy wcześniej nie widziałam, ale znaliśmy się wirtualnie od ok. 6 lat. Wiedzieliśmy o sobie sporo i rozmawialiśmy na żywo jak starzy kumple widzący się codziennie. Wspaniałe doświadczenieJ
MAJ: Wyjazd na Podhale. Mnóstwo przechodzonych kilometrów, kierunek: Biały Dunajec-Szaflary-Nowy Targ. Nowe doświadczenia, przełamane bariery strachu przed rozmową z kimś znanym, kto udzielił niejednego wywiadu, zaszczekane pieski i bardziej lub mniej mili mieszkańcy górJ
CZERWIEC: Lednica. Siódma z kolei, ale zupełnie nowa. Pat pomykająca z zestawem małego dziennikarza, wywiady prowadzone m.in. ze znajomymi, brak tego duchowego podłoża, na które nie było tym razem czasu. I pierwszy raz widziałam swojego chłopaka na sceeenie:D Nie kiedyś-chłopaka, ani prawie-chłopaka, to się nie liczy
LIPIEC: Praca w Domu Kultury połączona z odrabianiem praktyk. Wyjazdy, rozmowy i przygotowywanie stoiska. Wspaniała rzeczJ Piknik rozpędzony przez deszcz, ale mój pomysł chyba się podobał i uważam, że było całkiem nieźleJ
SIERPIEŃ: Ciąg dalszy wywiadów, kolejne przygody, po czym wyjazd do Zakopanego. Pod koniec koncerty i seanse filmowe w Stalowej Woli.
WRZESIEŃ: Cudowna impreza w nieistniejącym już Łubu-Dubu, ostatnie poprawki i pomysły do zrealizowania w MDK. Pracowity ale pozytywny czas.
PAŹDZIERNIK: Piana Party:D Pierwszy i ostatni raz. Bardziej podobał mi się wernisaż kilka dni później:P Pierwsze wybory i startowanie z nowym semestrem.
LISTOPAD: Wielkie Mafia Party na początku miesiąca, poczwórne urodziny poprzedzone szalonymi przygotowaniamiJ Później zrealizowanie prezentu, czyli Stand Up Bez Cenzury, wyjście na Hrabi. Pierwsze spotkania związane z projektem, który mam nadzieję, że w nowym roku się zrealizuje i mnóstwo pięknych miłosnych chwil. Naprawdę pięknych, ważnych i wyjątkowych.
GRUDZIEŃ: Festiwal Kaczmarskiego, mnóstwo czasu spędzonego na przygotowywanie prezentów i dla najbliższych z rodziny i tych z mieszkaniaJ Dzięki temu niektórzy byli pod przymusem dłuższych spotkań ze mną, a ja nabyłam nowych umiejętnościJ Wspaniała wigilia na mieszkaniu, wspaniałe święta w domuJ
Ten rok nie był już cały wspaniałym, im bliżej końca, tym lepszy czas. Dochodzę do wniosku, że moje priorytety zmieniają się już i coraz bardziej potrzebuję spokoju i skupienia. Wszystkim, którzy tu zajrzą i całej reszcie, wszystkiego dobrego na Nowy RokJ
No ładnie… Jeszcze nie zdarzyło się, żebym przełożyła podsumowanie roku na początek stycznia… Zwłoka była konieczna, ostatnie dni grudnia wydają mi się naprawdę intensywne! Ale bez zbędnych tłumaczeń, zaczynamy:
STYCZEŃ: pierwsza w życiu sesja… no cóż, nie było lepszej okazji do tego, aby przekonać się jak wiele jestem w stanie przeczytać w weekend. Wyprawa na łyżwy, sporo wywrotek, sporo śmiechu, pogróżki kierowane w stronę potencjalnych niszczycieli sprzętu…
LUTY: sesji ciąg dalszy, pierwsza dwója, pierwsza poprawka, nerwy, ale wszystko wybronione:) weekend pracy w stroju tunezyjskim, dużo dużo śmiechu…(-państwo jesteście z Tunezji? -Nie, my Polacy.- Ee coś ściemniacie) w ferie odwiedzanie rodzinki i starych znajomych, generalnie sympatycznie:)
MARZEC: zero notatek. Nie pamiętam nic. Photoblog mi mówi, że do marca żyłam bez gg i było mi wspaniale, a w marcu go odzyskałam. Pewnie się uczyłam… I wiem gdzie drukować naklejki i znam wszystkie okoliczne sklepy muzyczne:P
KWIECIEŃ: 1 i 2 dzień: wyjazdy do Kalwarii Zebrzydowskiej, praca przy sporządzaniu notatek z obserwacji:D dużo śmiechuJ niewiele później, katastrofa w Smoleńsku, myśli, że nie tak to wszystko miało wyglądać, dużo krzyku, dyskusji, patrząc z dzisiejszej perspektywy- dyskusji bezsensownych. Strach, żal, wszystko jak bomba, która jak szybko wybuchła tak szybko ucichła. Zanotowałam 19.04 7-godzinny spacer z bilardem na ukojenie emocji:D Sesja z Ewą na Wawelu, koncert Końca Świata (Masz niesamowite oczy. Jesteś Murzynką?:D), Msza u Franciszkanów i wielkie runięcie skarbony, tempo wzrasta. Nieco refleksji, tekst zapisany w kalendarzu 25.04, z którego miałam napisać coś dłuższego, ale się nie udało:
a mówili tysiąc razy
nie skacz po tę durną gwiazdkę z nieba
zahaczysz tylko o nią
a wtedy
i ty nogę złamiesz
i niebo się rozleci
MAJ: słynna para zaproszona na wesele idzie i od razu czyha na nią płatny paparazzi:D intensywne juwenalia- Indios Bravos, Vavamuffin, Strachy Na Lachy, Coma, Kult, Piersi, Dżem, Hey, T.Love, rozmowa kwalifikacyjna, półfinał Paki z kabaretem Hrabi, wywiady w Zakopanem, narodziny Agniesi, pierwszy wypad na sushi
CZERWIEC: wyjazd do Lublina, pierwszy wypad na miasto naszą czwóreczką:D 7-godzinny powrót do Krakowa, chwila na przepakowanie się i wcześniejszy niż planowano wyjazd do Lednicy. Jak zwykle było cudownie, jak zwykle dużo bębnów, płaczu, refleksji, śpiewu, masa cudownych ludzi:) zaraz po tym wyjazdy do Wygiełzowa i Tokarni, sesja, przeprowadzka na Czarnowiejską, wieczór z Emilką (jak to dobrze że Pati nie pije), początek praktyk na Festiwalu Kultury Żydowskiej:)
LIPIEC: praktyk ciąg dalszy, latanie z dyktafonem… mnóstwo wrażeń, nowe doświadczenia, poznanie uroków spisywania wywiadów, ech^^ po tygodniu powrót do Krakowa, złożenie dokumentów na filologię klasyczną, wyjazd nad zakazany zalew… Przekonanie, że w Krakowie czuję się najlepiej:)
SIERPIEŃ: o tak! Sierpniowy Bukowiec z krowami zamiast owiec, istna szkoła przetrwania dla wszystkich którzy stawali na mojej drodze, wyprawy w góry, różowe domy, bieganie po deszczu, słuchanie Trójki, Crunchipsy, kiełbaski, pstrągi, czytanie o kiczosferach, wylegiwanie się w łóżku, odwiedzanie miejsc budzących stare wspomnienia i rycie w kamieniach. Niewiele później poznałam mojego cudownego Pana Pandę, bez którego nie udałoby mi się chyba przetrwać samotnie w stalowowolskim pokoju. A przy okazji słuchanie na mieście Dwudziestolatków w wykonaniu Kukiza, picie z Ewcią Metaxy ze łzami w oczach, różowe kolczyki i poczucie, że to jest właśnie ten najszczęśliwszy czas w życiu każdego człowieka:) Pod koniec sierpnia wyjazd do Polańczyka na obóz taneczny, jednodniowy powrót na jakże ważny ślub, a później tylko zbieranie kolejnych dowodów na to, że mam słabość do dzieci :D
WRZESIEŃ: znowu brak źródeł… Początkowo wypad na kiermasz do starego kochanego SLO:D wyjazd do Krakowa w celu oddania referatu… chyba później był kilkudniowy wyjazd do Lublina… Jeśli tak, to pierwszy raz bratanica została ze mną i nie była tym faktem przerażona (czy ja coś mówiłam o słabości do dzieci?) Na koniec powrót i coraz częstsze zadawanie sobie pytania: jak ty głupku masz niby zamiar to wszystko pogodzić? I jeszcze jedno! Patka rozstała się z aparatem!
PAŹDZIERNIK: Początek przewspaniały. Od rana do wieczora zajęcia, świetni ludzie na nowym kierunku, świetne zagospodarowanie czasu, nauka greki! Komplikacje jednak pojawiły się dość szybko, maile i osobiste rozmowy okazywały się coraz mniej skuteczne, więc na ostatnich zajęciach zgłosiłam się do odpowiedzi z greckiego alfabetu, dostałam 5 i na tym zakończyłam dwukierunkową przygodę. Zrekompensowałam to sobie nowymi fakultetami i teraz na nudę narzekać nie mogę, choć rozleniwiłam się… Występ Ad Hoc, powrót do domu na długi weekend.
LISTOPAD: Po 7 latach odnowienie starej kolonijnej znajomości, Kraków jest magicznyJ Koncert Zespołu Reprezentacyjnego, rozmowy kwalifikacyjne, bardzo ważny wyjazd do Połańca (-jedzie pan na Kraków? –Jadę z powrotem, nie pamiętasz mnie? Zawoziłem cię tu rano!) Małe imprezowanie, z którego w uszach szumi legendarne zdanie „o, przyszły moje dziewczynki”… Tajna sesja zdjęciowa, później spotkanie z rodzinką i piękne słowa bratanicy ”Ty jabłku!”, wspaniała rocznica, w jej trakcie spektakl „Ojciec” w Teatrze SłowackiegoJ
GRUDZIEŃ: Świetne Mikołajki! Przyjazd Psycho-Córy, błyskawiczne planowanie wspólnie spędzanego czasu, 3 wywrotki w jeden dzień, spacery, chwilowa akcja wyrzucania z siebie złych emocji, szybkie i konkretne motywacje do działań. Kolejne rozmowy kwalifikacyjne, koncert Renatki Przemyk (-chce mi się spać –teraz jest koncert, Renatka świetnie śpiewa –i jest lepsza niż w łóżku? -??? –niż łóżko!). Zabawa w korepetytorkę, powtórki z dawnych lat, przeprawa do domu przez Sandomierz, spotkanie klasowe w Oscarze, 10-lecie Wersu, zdobycie okularów i ciężki, aczkolwiek udany powrót do Krakowa:D dodać mogę, że Sylwester też był świetny:)
Ten rok większości nie będzie się kojarzył dobrze. Utwierdziły mnie w tej tezie wczorajsze toasty:D Ale sama czuję, że jestem coraz szczęśliwsza. Postanowienie: więcej pracować. Wiem, że potrafię, nie mogę przegrać z nieznośnym niechcemisię. Wiele marzeń się spełniło, wielu rzeczy nie spodziewałam się zupełnie. Jak co roku zresztą. Jest coraz lepiej i oby tak zostało:)
p.s. Tak, Miruś, czuj się zauważony, przydzielam Ci 70% udziałów w akcji „Zorganizujmy Patce rok 2010”:D dziękujęJ:*
Kolejny zwariowany, pokręcony, zaskakujący rok zbliża się ku końcowi. Czytając poprzednie podsumowanie uznałam, że przecież musiało dziać się to wszystko co najmniej dwa lata wstecz xD ale nie o tym ma być mowa. Startujemy ;)
STYCZEŃ: To pamiętam doskonale- powrót z sylwestra. Siedziałam w samochodzie i myślałam jak dobrze mieć przy sobie ludzi, których uśmiech napawa energią na wiele wiele dni. Cieszyłam się że mogłam być akurat wtedy, akurat tam i spędzić ten czas właśnie w taki sposób ;) A co później? Próbne matury, załamka wynikami i penetrowanie sklepów w poszukiwaniu kreacji studniówkowej xD kłopoty z doborem sali, kręcenie filmików i wszelkie perypetie z tym związane ;)
LUTY: Studniówka ! Niewypał z polonezem, walka o stołki, gubienie podwiązki, taniec Travolty (xDD), ogólnie miłe wspomnienia ;) Zdane prawko! kolejna duma ;) i mój pierwszy samochód, który do dziś zdobi mą półkę w pokoju ;)
MARZEC: jakoś tak ten miesiąc zatarł mi się w pamięci… Na pewno były stresy przedmaturalne, na pewno pojechałam do Lublina, na pewno gdzieś wtedy był dzień, w którym moja klasa siedziała przed salą gimnastyczną, wnerwiona że na ostatniej lekcji (wf) będziemy siedzieć i oglądać mecz, po czym dwie dziewczyny od nas poszły porozmawiać z nauczycielami i nagle usłyszeliśmy grzmiący na cały korytarz głos „TRZECIA A DYSKRETNIE DO DOMU!”. Tyle pamiętam xD
KWIECIEŃ: końcowe zaliczenia, coraz więcej sentymentów, popołudniowe sesje zdjęciowe połączone z długimi rozmowami, pożegnanie maturzystów (i to cudowne zdjęcie z Częstochowy wyświetlony przed całą szkołą… xD), ciąg dalszy w Ósemce (Ewka, ja Ciebie nosić nie będę xD) i wakacje (?)
MAJ: to był miesiąc ! Ślub braciszka, świetna zabawa (tylko czemu do kogo się nie dosiadłam, zawsze słyszałam „no Patrycja, jak tam nastrój przed maturą??”!), maturki… czy będzie zaliczone, jaki klucz, a jak inni napisali… ustne: więcej śmiechu niż stresu, później Juwenalia w Stalowej Woli i w Lublinie, dobra zabawa, ogólnie mile wspominany czas. Pod koniec miesiąca upust nerwów… Tak chyba miało być i już ;)
CZERWIEC: Lednica ! Czas spędzony z Emilką, tłuczenie w termos, rozwalanie ludzi poprzez gadanie o allegro, sporo śmiechu, nie ma co:D jak zwykle wspaniale, tym razem nie spiekłam się przy graniu, ale atmosfera… boska ;) koniec miesiąca- wyniki matur ! Na pewno szok, kolejny stres- i co teraz?
LIPIEC: nerwowe wyczekiwanie na wyniki z uczelni, wstępne plany, końcowa radość ;) ognisko mojej oazki ! tzn… oazowiczek xD pamiętam siatkówkę, pamiętam sąsiada, którego prosiłyśmy o piłkę, radochę z węża ogrodowego i rozpalanie grilla (xDD)
SIERPIEŃ: Pati zapracowana jak nigdy, stała się molem książkowym :P w końcu był na to czas i odpowiedni spokój ;) dzięki temu dobrze to wspominam- na pewno nie był to czas stracony ;) i jakże tu nie wspomnieć o Pol Trip- Kseni i Dominiki, ich miłym nawiedzeniu mojej skromnej chaty, snickersówki, zdjęć, zwiedzania miasta (2/3 w remoncie), legendy o ziemniakach i człowieka… wody? xD
WRZESIEŃ: Wyjazd do Kalwarii Pacławskiej, chodzenie tyłem na Magdalenkę, sporo śmiechu, sporo śpiewu i świetnie spędzone chwile. Ślub Joasi i Piotrka! Kto by pomyślał… i wstepne szykowanko i moja ręka jako obiekt szczególnego zainteresowania i sesja zdjęciowa, poprawianie welonu, niesienie torta i nie wiem dlaczego ale brzęczy mi w uszach mój głos mówiący „Nie jestem pijana! Mogę zrobić jaskółkę!”. W każdym razie, sympatycznie było ;)
PAŹDZIERNIK: Początki krakowskiego życia. Pierwszy tydzień szczególnie intensywnie spędzony, ale bardzo mile. Integracja z nowymi ludźmi, radość z trzymania blisko siebie starych dobrych znajomych, ciekawość nowych wyzwań naukowych ;)
LISTOPAD: Sporo się działo podczas jednego z weekendów w Stalowej Woli. Kurs pedagogiczny, 30 rocznica ślubu Rodziców, promocja tomiku „Spojrzenia 4”, jakoś wszystko w jednym momencie… W Krakowie też niemało się działo, wiem, że poraz pierwszy poszłam na dyskotekę w klubie (!), wytrzymałam ponad godzinę ;) no i końcówka miesiąca wywracająca wszelkie możliwe scenariusze, do ostatniej sekundy mącąca fabułę, ale efekt piękny- trzeba przyznać ;)
GRUDZIEŃ: Pierwsza ocena z kolokwium, oczywiście 5 – musialam to gdzieś uwiecznić xD Stan podchorobowy sprawił, że naprawdę zatęskniłam za moją Stalóweczką… ;) A później? Świąteczny klimat wpędzony w życie krakowskie, domowe… Miłe chwile, rodzina, Przyjaciele… czegóż chcieć więcej !
To nie był stracony rok ;) To nie mógł być stracony rok ! Byłam gotowa na rewolucje, ale znów niespodzianki były przede wszystkim pozytywne ;) Oby kolejny był dla nas wszystkich równie, albo jeszcze bardziej niezwykły i piękny ;)
STYCZEŃ: już pierwszy dzień nowego roku zapowiadał wiele śmiechu xD ciekawe rozmowy w rodzinie... Za jakiś czas studniówka, na której 2 razy Bob Marley leciał xD... I poznałam nowy gatunek kwiatów: brokatowe róże rosnące na studniówkowcu xD Na sprawdzianie z WOSu pamiętne pytanie “Subkultury o charakterze agresywnym to a) szalikowcy b) rastafarianie c) skini d) blokersi” xD I powoli klasa zaczynała mi dorośleć... :)
LUTY: wiele poważnych momentów, dyskusji na temat moralności, zachowania, współpracy, szacunku i tolerancji... Trochę chwil strachu i załamania... Jednak często tłumione =] I walentynki... jakieś wyjątkowe :):)
MARZEC: radykalna zmiana wizerunku, poddanie swych włosów nożyczkom fryzjerskim i wielkie pamiętne CIACH! Inni? Mówili że jest świetnie bądź też podchodzili i szeptali “ale nie martw się, odrosną” :P Poza tym zajmowanie miejsca na widowni podczas wieczorku poetyckiego, inspiracja i sporo przemyśleń
KWIECIEŃ: Francja!!!! Dużo śmiechu dużo wspomnień... Zróżnicowanie pod wszelkim względem, wyrabianie opinii... sporo zabawnych nieporozumień... wspólne śpiewanie piosenek, słuchanie gitar, granie na djembe... Bardzo dużo niezapomnianych chwil ;)
MAJ: Przezabawna furta w doborowym towarzystwie xD jak zawsze zresztą xD Juwenalia z ziomalkami z gimnazjum =] koncert SAMI = tyle pamiętam xD niesamowicie ;) I zdanie które napisałam wtedy i teraz wygrzebałam na photoblogu “I love my life because anything else can surprise me so much ” Nic dodać nic ująć :)
CZERWIEC: Lednica!!!! Jak zwykle cudownie, tym razem granie na djembe razem z grupą bębniarzy na Drodze III Tysiąclecia, spalone plecy tak, że jeszcze niewielkie ślady widać do dziś (poważnie! xD), nowo poznani Przyjaciele, rozrzuceni po Polsce... spacerki, osiemnastki... xD itp itd xD
LIPIEC: Kolonia w Zakrzowie, ja animatorką poraz drugi, tym razem znowu z moją towarzyszką djembą xD z jednej strony dużo nerwów, czasem płacz, czasem złość... Z drugiej zaś ubaw, ciekawe rozmowy i pewna mała inspiracja co do przemyśleń na temat przyszłości... :)
SIERPIEŃ: wtedy wielka pani o imieniu Dorosłość dopadła również mnie... (nie dałam się jej do końca ;) ) Najpierw wyjazd do Częstochowy, potem przyjazd Francuzów, impreza rodzinna, wyjazdy, stalowowolska niespodzianka i impreza sandomierska xD wniosek: nie warto wszystkiego ze szczegółami planować, nasze plany się rozsypują, a w spontaniczność zawsze wskoczy moc niezwykłych niespodzianek ;)
WRZESIEŃ: początek nauki, nauki, nauki, wykłady, korki, wystartowanie lokomotywy z napisem na M... xD sporo niedopowiedzeń, trochę strach przed niepodołaniem... ale ogólnie w miarę pozytywnie...
PAŹDZIERNIK: próba wykazania się ze strony muzyczno-gitarowej podczas szkolnej pielgrzymki do Częstochowy xD pamiętny wyjazd, ciekawy, megapozytywny :) samotne wesele, minibankiecik, koncert Farben Lehre, pierwsze jazdy samochodem, słowem- istny mix :)
LISTOPAD: Zawody w szachy w Rudniku wspominane z uśmiechem, trochę śmiechu, trochę nerwów, osobisty sukces xD “Pierwsze” warsztaty kreatywnego pisania – Loesje, bardzo ciekawe, zapewniły mile spędzony czas :) poza tym koncert Habakuka i PPR w Gorzycach, na którym załapałam się do dwóch zespołów xD z moją nierozłączną djembe of course:P
GRUDZIEŃ: zajęcia z native speakerem :> prześwietne mikołajki xD spędzone w szkole xD (snow is falling all around me... xD), promocja tomiku “Po kamykach dorastania”, pierwszy egzamin na prawko kończący się porażką, L numer 13, autobusy nie chcące przyjechać i samoprzesuwająca się ławka na przystanku autobusowym xD Święta cudowne, rodzinne, niezapomniane :) Owszem jak zwykle zdarzały się chwile niemiłe, ale ogół stworzył niezwykłą całość :):)
