RSS
 

Podsumowanie roku 2016

01 sty

To był rok wyjątkowy. Bardzo inny niż pozostałe. Rok, który miał mi pokazać nieco bezradności, dorosłości, krzyżowania planów. Bo nie jesteśmy ze stali, ale nikt od nas takiej ponadludzkiej siły nie wymaga.

Wiedziałam, że taki czas nastąpi, ale nie wiem czy byłam na to do końca gotowa. Tylko czy można być gotowym?

Wiele się rozpadło, podupadało zdrowie, wygląd, samopoczucie. Nad tym wszystkim przestałam panować i jedyne, co mi pozostało, to spróbować polubić trochę bezczynności i samotności oraz izolować się od negatywnych myśli. Mogłam się wyciszyć, podszkolić w prowadzeniu domu (tylko czy skutecznie?). Znalazłam trochę miłych i spokojnych utworów, poznałam i polubiłam filmy Woddy’ego Allena, poczytałam trochę dobrych tekstów, a „Południki Szczęścia” dały mi możliwość ucieczki w zupełnie inny świat, kiedy zabrakło sił na cokolwiek.

Wszystko to, żeby powiększyć Rodzinę o cudowną małą istotę, która teraz rozczula, bawi i uczy piękna miłości. Zupełnie nowej – matczynej.

Po pojawieniu się Synka na świecie stałam się bardziej wrażliwa, dużo częściej się wzruszam, tak całym sercem. Bardziej doceniam miłość Męża, który był przy mnie w każdej chwili, nawet w tych najgorszych, pomagał mi i znosił moje huśtawki nastrojów. Teraz mam przy sobie dwóch niesamowitych facetów, którzy są sensem mojego życia i wiem, że niebawem będziemy wspólnie podbijać świat :)

Przez ostatnie dni zastanawiałam się, czy w tym okresie działo się coś wartego uwagi? Tak.

W 2016 roku:

- mój pierwszy autorski spektakl został nominowany do Gałązki Sosny w kategorii Wydarzenie Roku,

- w albumie jubileuszowym ZPiT „Lasowiacy” pojawił się pierwszy tekst podpisany moim nowym nazwiskiem,

- zrozumiałam jaką potęgę mają dzieła sztuki na wystawie obrazów Zdzisława Beksińskiego w Sanoku,

- widziałam papieża Franciszka pod Tauron Areną,

- nabrałam pokory słuchając krytyki scenariusza, którego jeszcze wówczas nie zaczęłam pisać,

- częściej piszę wiersze,

- zrozumiałam jak mało wartościowe są przedmioty, a sentyment nie jest w nich, a w naszych wspomnieniach,

- odebraliśmy swoje własne mieszkanie i zameldowaliśmy się w Krakowie,

- zaczęłam pisać powieść fabularną i mam nadzieję, że w tym roku ją skończę.

 

Ponadto nigdy wcześniej nie widziałam tylu uśmiechniętych twarzy nieznajomych, spacerując ulicami miast. I spędziłam niesamowite święta oraz rodzinnego sylwestra z rozmówkami-gaworzkami, Piccolo i planszówkami.

 

To był trudny, ale piękny i ważny rok. Rok, który stał się początkiem czegoś wielkiego. Czas sprostać nowym zadaniom i być może rozwinąć skrzydła. Do dzieła!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podsumowanie roku 2015

02 sty

Nowy Rok. Odpoczywamy z Mężem w łóżku, oglądając „Zjazd Absolwentów”. Mnóstwo wspomnień i przemyśleń sprawiło, że trafiłam z powrotem na mojego bloga. I jakoś szkoda mi się zrobiło, że od czterech lat nie piszę podsumowań roku.

Rzadko piszę też wiersze.

„Nie piszesz, bo jesteś szczęśliwa” – powtarza Mąż już od dawna. Coś w tym jest, choć z pisania jako takiego nie zrezygnowałam. W końcu właśnie w tym roku poszłam na spektakl, który napisałam :)

Co mi dał rok 2015? Dużo radości, wzruszeń, przemyśleń. Ten rok był trudny, ale niezwykle ważny. Dowiedziałam się, że:

- nie ma problemów nie do rozwiązania – trzeba trochę odwagi i dużo rozmów;

- praca w korporacji to nie koniec świata;

- końcem świata nie jest też rezygnacja z czegoś, co zabiera Ci więcej energii niż powinno;

- mam wspaniałych znajomych i niezawodnych przyjaciół;

- mam rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć i jestem im za to ogromnie wdzięczna;

- mam cudownego męża, dzięki któremu czuję się szczęśliwa.

 

Nie będę w tym roku opisywać po kolei każdego miesiąca. Nie wszystko notowałam, a pierwsze pół roku było dość trudne i nudne. Trochę dorywczej pracy, robienie zaproszeń ślubnych, szukanie pracy i swojego miejsca na świecie. Poza tym szara codzienność i zajmowanie się domem. Jeśli miałabym pasować do takiego życia, to na pewno nie teraz. Czułam, że mam w sobie niepohamowaną energię, chęć bycia z ludźmi, chęć działania i rozwoju.

„i wtedy przyszedł maj…”

Wszystko działo się szybko – nowa praca, nowe doświadczenia, nowi ludzie, ślub zbliżający się wielkimi krokami, przygotowania do badań terenowych. Baaardzo dużo przemyśleń dotyczących tego, co chcę w życiu robić i co da mi prawdziwą satysfakcję. A także chęć bycia dobrą żoną.

25.07.2015 – ślub. Symboliczny dzień, w którym najbliżsi świętowali naszą przysięgę miłości na zawsze. Wiedząc jak bardzo przeżywałam „ważniejsze” wydarzenia w moim życiu, starałam się za wszelką cenę zdystansować. Ślub był naszym dniem, spora część przygotowana była według naszych pomysłów. Bardzo się cieszę, że poznaliśmy bliżej rodzinę, mieliśmy okazję porozmawiać, dowiedzieć się więcej o sobie, zamienić kilka ciepłych słów. Byłam bardzo wzruszona tym, jak inni się poświęcali, żeby być z nami w tym najważniejszym dniu. Jak bardzo rodzina pomagała nam w organizacji, jak wspaniale zajmowała się gośćmi. Dopisało wszystko co mogło dopisać. A ja zrozumiałam jak ważnych ludzi mam obok siebie. Mogłam z uśmiechem na twarzy wrócić do Krakowa z najważniejszą osobą w moim życiu i tworzyć naszą wspólną historię.

Później był powrót do codzienności, choć zgoła inny niż na początku roku. Wraz z pracą zaczęły się mnożyć zlecenia na animację. Coraz więcej odmawiałam i coraz gorzej się czułam. Praca animatorki sprawiała mi radość ale zabierała siły. Do tego stopnia, że trudno mi było zebrać myśli, nawet w prostych pogadankach. Trzeba było ogłosić, że rezygnuję. Zamiast na siłę zdobywać zlecenia, które tak bardzo mnie męczyły, zaczęłam inwestować w naukę, co daje mi radość, satysfakcję i jest na miarę moich sił.

Jestem ustatkowana, szczęśliwa i zakochana. Rozwijam się i wiem, nad czym mam jeszcze pracować. Cieszę się z Lasowiackiego Serca, które w tym roku otrzymałam za pracę w kulturze. Na przyszły rok mam całą masę planów i wiem, że nie wszystkie zrealizuję. Ale każdy mały krok do przodu będzie mobilizujący i ważny. Aby tylko mieć tych najlepszych ludzi przy sobie – Męża, Przyjaciół i (coraz większą) Rodzinę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nic już nie jest oczywiste.

13 kwi

w zasadzie tylko tutaj jest miejsce, w którym ostatki starych, wyrzuconych przemyśleń ugrzęzły i z sentymentu nie będę się ich pozbywać.

Dziewczyno. Masz 22 lata. DWADZIEŚCIA DWA  LATA. I znowu wracasz do nawyków niemowlęcych. Wszystko wraca, jakby jakiś dziwaczny czar prysł. Wiedziałaś już do czego dążysz i co robić, żebyś była sobą. Sobą. Nie „kim chcesz żebym była, droga osobo, z którą w tej chwili mam kontakt”. Nie oglądałaś się na innych- inni mieli swoje życie, problemy i sukcesy. Twoje własne małe zdobywanie szczytów wystarczało Ci w zupełności.
I co?
I teraz siedzisz zapłakana jak ten dwulatek, do którego dotarło, że chyba coś zbroił.
Gdzie ten idealny plan? Ta radość, ta motywacja, te działania dla innych, z pasją, z uśmiechem? Znowu jesteś gówniarzem. Gówniarzem i egoistą. Tym, który wie, kto ma żyć dla niego, a sam dla nikogo nie żyje.
Tym, który potem siada i stwierdza, że nie ma celu. Wartości. Życia. Autonomii.
Który jeszcze niedawno zapisał listę osiągnięć i nagle zapomniał jak się czyta.
Teraz nic nie jest oczywiste. Możesz stracić to, o co się obawiasz w tempie błyskawicznym. Ale podobno póki walczysz, wygrywasz.
Wypłakać się możesz, ale rady dla Ciebie nie mam. Wiemy obie, że musisz się zmienić. Ja się będę modlić, żeby się udało, a Ty pozbieraj się szybko i pracuj.
Najsilniej jak możesz
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podsumowanie roku 2011

31 gru

Ostatnie chwile przed sylwestrem przeznaczam na chwilę
reflekcji. Może natchnie mnie to do wysnucia jakiegoś postawnowienia:>

STYCZEŃ: Nerwowy początek roku. Kolokwia, egzaminy, nauka,
nowe współlokatorki, gorączkowe poszukiwanie pracy. Wszystko raczej w
samotności i w nerwach. Ostatecznie wylądowałam w roli korepetytorki i praca
nabierała tempa.

LUTY: Pierwsze rozstanie z kimś tak bliskim. Nowe, smutne,
refleksyjne doświadczenie. Chwile te napłynęły z ogromną siłą, ledwie
utrzymywałam się na powierzchni. Siły dodawali mi zazwyczaj przypadkowi ludzie.
Życzliwość przechodniów ratuje życie!

MARZEC: Koniec udręk! Ostatnie egzaminy, a potem spowolnienie
tempa. Nie udało mi się mieć ferii ani wakacji, psychicznie też nie szło
wytrzymać, ale wtedy już wszystko zaczęło iść w dobrą stronę. Na samym początku
maja wesele, na którym poraz pierwszy byłam jako osoba towarzysząca. Do tego
kilka niespodziewanych spotkań, spacerów, inspirujący koncert Agnieszki
Chrzanowskiej i pierwsza wizyta w filharmoniiJ

KWIECIEŃ: Poraz drugi zostałam chrzestnąJ Potem pierwszy wyjazd
w tym roku, Kościelisko. Oczywiście nie mogłam tam trafić po ludzku, nie
zdążyłam na autobus z opłaconym już biletem, kazali mi czekać pod UR, który ma
dwa budynki i ja oczywiście pojechałam pod niewłaściwy. Zupełna norma, ale
kolejny dowód na to, że ode mnie znajomości jakiejkolwiek trasy nie powinno się
wymagać. Dys…orientacja? Są na to papiery? Pod koniec kwietnia spotkanie z
kimś, kogo nigdy wcześniej nie widziałam, ale znaliśmy się wirtualnie od ok. 6
lat. Wiedzieliśmy o sobie sporo i rozmawialiśmy na żywo jak starzy kumple
widzący się codziennie. Wspaniałe doświadczenieJ

MAJ: Wyjazd na Podhale. Mnóstwo przechodzonych kilometrów,
kierunek: Biały Dunajec-Szaflary-Nowy Targ. Nowe doświadczenia, przełamane
bariery strachu przed rozmową z kimś znanym, kto udzielił niejednego wywiadu,
zaszczekane pieski i bardziej lub mniej mili mieszkańcy górJ

CZERWIEC: Lednica. Siódma z kolei, ale zupełnie nowa. Pat
pomykająca z zestawem małego dziennikarza, wywiady prowadzone m.in. ze
znajomymi, brak tego duchowego podłoża, na które nie było tym razem czasu. I
pierwszy raz widziałam swojego chłopaka na sceeenie:D Nie kiedyś-chłopaka, ani
prawie-chłopaka, to się nie liczy

LIPIEC: Praca w Domu Kultury połączona z odrabianiem
praktyk. Wyjazdy, rozmowy i przygotowywanie stoiska. Wspaniała rzeczJ Piknik rozpędzony
przez deszcz, ale mój pomysł chyba się podobał i uważam, że było całkiem nieźleJ

SIERPIEŃ: Ciąg dalszy wywiadów, kolejne przygody, po czym
wyjazd do Zakopanego. Pod koniec koncerty i seanse filmowe w Stalowej Woli.

WRZESIEŃ: Cudowna impreza w nieistniejącym już Łubu-Dubu,
ostatnie poprawki i pomysły do zrealizowania w MDK. Pracowity ale pozytywny
czas.

PAŹDZIERNIK: Piana Party:D Pierwszy i ostatni raz. Bardziej
podobał mi się wernisaż kilka dni później:P Pierwsze wybory i startowanie z
nowym semestrem.

LISTOPAD:  Wielkie
Mafia Party na początku miesiąca, poczwórne urodziny poprzedzone szalonymi
przygotowaniamiJ
Później zrealizowanie prezentu, czyli Stand Up Bez Cenzury, wyjście na Hrabi.
Pierwsze spotkania związane z projektem, który mam nadzieję, że w nowym roku
się zrealizuje i mnóstwo pięknych miłosnych chwil. Naprawdę pięknych, ważnych i
wyjątkowych.

GRUDZIEŃ: Festiwal Kaczmarskiego, mnóstwo czasu spędzonego
na przygotowywanie prezentów i dla najbliższych z rodziny i tych z mieszkaniaJ Dzięki temu niektórzy
byli pod przymusem dłuższych spotkań ze mną, a ja nabyłam nowych umiejętnościJ Wspaniała wigilia na
mieszkaniu, wspaniałe święta w domuJ

 

Ten rok nie był już cały wspaniałym, im bliżej końca, tym
lepszy czas. Dochodzę do wniosku, że moje priorytety zmieniają się już i coraz
bardziej potrzebuję spokoju i skupienia. Wszystkim, którzy tu zajrzą i całej
reszcie, wszystkiego dobrego na Nowy RokJ

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podsumowanie roku 2010

01 sty

No ładnie… Jeszcze nie zdarzyło się, żebym przełożyła
podsumowanie roku na początek stycznia… Zwłoka była konieczna, ostatnie dni
grudnia wydają mi się naprawdę intensywne! Ale bez zbędnych tłumaczeń,
zaczynamy:

STYCZEŃ: pierwsza w życiu sesja… no cóż, nie było lepszej
okazji do tego, aby przekonać się jak wiele jestem w stanie przeczytać w
weekend. Wyprawa na łyżwy, sporo wywrotek, sporo śmiechu, pogróżki kierowane w
stronę potencjalnych niszczycieli sprzętu…

LUTY: sesji ciąg dalszy, pierwsza dwója, pierwsza poprawka,
nerwy, ale wszystko wybronione:)
weekend pracy w stroju tunezyjskim, dużo dużo śmiechu…(-państwo jesteście z
Tunezji? -Nie, my Polacy.- Ee coś ściemniacie) w ferie odwiedzanie rodzinki i
starych znajomych, generalnie sympatycznie :)

MARZEC: zero notatek. Nie pamiętam nic. Photoblog mi mówi,
że do marca żyłam bez gg i było mi wspaniale, a w marcu go odzyskałam. Pewnie
się uczyłam… I wiem gdzie drukować naklejki i znam wszystkie okoliczne sklepy muzyczne:P

KWIECIEŃ: 1 i 2 dzień: wyjazdy do Kalwarii Zebrzydowskiej,
praca przy sporządzaniu notatek z obserwacji:D dużo śmiechuJ niewiele później,
katastrofa w Smoleńsku, myśli, że nie tak to wszystko miało wyglądać, dużo
krzyku, dyskusji, patrząc z dzisiejszej perspektywy- dyskusji bezsensownych.
Strach, żal, wszystko jak bomba, która jak szybko wybuchła tak szybko ucichła.
Zanotowałam 19.04 7-godzinny spacer z bilardem na ukojenie emocji:D Sesja z Ewą
na Wawelu, koncert Końca Świata (Masz niesamowite oczy. Jesteś Murzynką?:D),
Msza u Franciszkanów i wielkie runięcie skarbony, tempo wzrasta. Nieco
refleksji, tekst zapisany w kalendarzu 25.04, z którego miałam napisać coś
dłuższego, ale się nie udało:

a mówili tysiąc razy

nie skacz po tę durną gwiazdkę z nieba

zahaczysz tylko o nią

a wtedy

i ty nogę złamiesz

i niebo się rozleci

MAJ: słynna para zaproszona na wesele idzie i od razu czyha
na nią płatny paparazzi:D intensywne juwenalia- Indios Bravos, Vavamuffin,
Strachy Na Lachy, Coma, Kult, Piersi, Dżem, Hey, T.Love, rozmowa
kwalifikacyjna, półfinał Paki z kabaretem Hrabi, wywiady w Zakopanem, narodziny
Agniesi, pierwszy wypad na sushi

CZERWIEC: wyjazd do Lublina, pierwszy wypad na miasto naszą
czwóreczką:D 7-godzinny powrót do Krakowa, chwila na przepakowanie się i
wcześniejszy niż planowano wyjazd do Lednicy. Jak zwykle było cudownie, jak
zwykle dużo bębnów, płaczu, refleksji, śpiewu, masa cudownych ludzi :) zaraz po tym wyjazdy
do Wygiełzowa i Tokarni, sesja, przeprowadzka na Czarnowiejską, wieczór z
Emilką (jak to dobrze że Pati nie pije), początek praktyk na Festiwalu Kultury
Żydowskiej :)

LIPIEC: praktyk ciąg dalszy, latanie z dyktafonem… mnóstwo
wrażeń, nowe doświadczenia, poznanie uroków spisywania wywiadów, ech^^ po
tygodniu powrót do Krakowa, złożenie dokumentów na filologię klasyczną, wyjazd
nad zakazany zalew… Przekonanie, że w Krakowie czuję się najlepiej:)

SIERPIEŃ: o tak! Sierpniowy Bukowiec z krowami zamiast
owiec, istna szkoła przetrwania dla wszystkich którzy stawali na mojej drodze, wyprawy
w góry, różowe domy, bieganie po deszczu, słuchanie Trójki, Crunchipsy,
kiełbaski, pstrągi, czytanie o kiczosferach, wylegiwanie się w łóżku,
odwiedzanie miejsc budzących stare wspomnienia i rycie w kamieniach. Niewiele
później poznałam mojego cudownego Pana Pandę, bez którego nie udałoby mi się
chyba przetrwać samotnie w stalowowolskim pokoju. A przy okazji słuchanie na
mieście Dwudziestolatków w wykonaniu Kukiza, picie z Ewcią Metaxy ze łzami w
oczach, różowe kolczyki i poczucie, że to jest właśnie ten najszczęśliwszy czas
w życiu każdego człowieka :)
Pod koniec sierpnia wyjazd do Polańczyka na obóz taneczny, jednodniowy powrót
na jakże ważny ślub, a później tylko zbieranie kolejnych dowodów na to, że mam
słabość do dzieci :D

WRZESIEŃ: znowu brak źródeł… Początkowo wypad na kiermasz do
starego kochanego SLO:D  wyjazd do Krakowa
w celu oddania referatu… chyba później był kilkudniowy wyjazd do Lublina… Jeśli
tak, to pierwszy raz bratanica została ze mną i nie była tym faktem przerażona
(czy ja coś mówiłam o słabości do dzieci?) Na koniec powrót i coraz częstsze
zadawanie sobie pytania: jak ty głupku masz niby zamiar to wszystko pogodzić? I
jeszcze jedno! Patka rozstała się z aparatem!

PAŹDZIERNIK: Początek przewspaniały. Od rana do wieczora
zajęcia, świetni ludzie na nowym kierunku, świetne zagospodarowanie czasu, nauka
greki! Komplikacje jednak pojawiły się dość szybko, maile i osobiste rozmowy
okazywały się coraz mniej skuteczne, więc na ostatnich zajęciach zgłosiłam się
do odpowiedzi z greckiego alfabetu, dostałam 5 i na tym zakończyłam
dwukierunkową przygodę. Zrekompensowałam to sobie nowymi fakultetami i teraz na
nudę narzekać nie mogę, choć rozleniwiłam się… Występ Ad Hoc, powrót do domu na
długi weekend.

LISTOPAD: Po 7 latach odnowienie starej kolonijnej
znajomości, Kraków jest magicznyJ
Koncert Zespołu Reprezentacyjnego, rozmowy kwalifikacyjne, bardzo ważny wyjazd
do Połańca (-jedzie pan na Kraków? –Jadę z powrotem, nie pamiętasz mnie?
Zawoziłem cię tu rano!) Małe imprezowanie, z którego w uszach szumi legendarne
zdanie „o, przyszły moje dziewczynki”… Tajna sesja zdjęciowa, później spotkanie
z rodzinką i piękne słowa bratanicy ”Ty jabłku!”, wspaniała rocznica, w jej
trakcie spektakl „Ojciec” w Teatrze SłowackiegoJ

GRUDZIEŃ: Świetne Mikołajki! Przyjazd Psycho-Córy,
błyskawiczne planowanie wspólnie spędzanego czasu, 3 wywrotki w jeden dzień,
spacery, chwilowa akcja wyrzucania z siebie złych emocji, szybkie i konkretne
motywacje do działań. Kolejne rozmowy kwalifikacyjne, koncert Renatki Przemyk (-chce
mi się spać –teraz jest koncert, Renatka świetnie śpiewa –i jest lepsza niż w
łóżku? -??? –niż łóżko!). Zabawa w korepetytorkę, powtórki z dawnych lat,
przeprawa do domu przez Sandomierz, spotkanie klasowe w Oscarze, 10-lecie Wersu,
zdobycie okularów i ciężki, aczkolwiek udany powrót do Krakowa:D dodać mogę, że
Sylwester też był świetny :)

Ten rok większości nie będzie się kojarzył dobrze.
Utwierdziły mnie w tej tezie wczorajsze toasty:D Ale sama czuję, że jestem
coraz szczęśliwsza. Postanowienie: więcej pracować. Wiem, że potrafię, nie mogę
przegrać z nieznośnym niechcemisię. Wiele marzeń się spełniło, wielu rzeczy nie
spodziewałam się zupełnie. Jak co roku zresztą. Jest coraz lepiej i oby tak
zostało :)

p.s. Tak, Miruś, czuj się zauważony, przydzielam Ci 70%
udziałów w akcji „Zorganizujmy Patce rok 2010”:D dziękujęJ:*

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podsumowanie roku 2009

27 gru

Kolejny zwariowany, pokręcony, zaskakujący rok zbliża się ku
końcowi. Czytając poprzednie podsumowanie uznałam, że przecież musiało dziać
się to wszystko co najmniej dwa lata wstecz xD ale nie o tym ma być mowa.
Startujemy ;)

STYCZEŃ: To pamiętam doskonale- powrót z sylwestra. Siedziałam
w samochodzie i myślałam jak dobrze mieć przy sobie ludzi, których uśmiech
napawa energią na wiele wiele dni. Cieszyłam się że mogłam być akurat wtedy,
akurat tam i spędzić ten czas właśnie w taki sposób ;) A co później? Próbne
matury, załamka wynikami i penetrowanie sklepów w poszukiwaniu kreacji
studniówkowej xD kłopoty z doborem sali, kręcenie filmików i wszelkie perypetie
z tym związane ;)

LUTY: Studniówka ! Niewypał z polonezem, walka o stołki,
gubienie podwiązki, taniec Travolty (xDD), ogólnie miłe wspomnienia ;) Zdane
prawko! kolejna duma ;) i mój pierwszy samochód, który do dziś zdobi mą półkę w
pokoju ;)

MARZEC: jakoś tak ten miesiąc zatarł mi się w pamięci… Na
pewno były stresy przedmaturalne, na pewno pojechałam do Lublina, na pewno
gdzieś wtedy był dzień, w którym moja klasa siedziała przed salą gimnastyczną,
wnerwiona że na ostatniej lekcji (wf) będziemy siedzieć i oglądać mecz, po czym
dwie dziewczyny od nas poszły porozmawiać z nauczycielami i nagle usłyszeliśmy
grzmiący na cały korytarz głos „TRZECIA A DYSKRETNIE DO DOMU!”. Tyle pamiętam
xD

 KWIECIEŃ: końcowe
zaliczenia, coraz więcej sentymentów, popołudniowe sesje zdjęciowe połączone z
długimi rozmowami, pożegnanie maturzystów (i to cudowne zdjęcie z Częstochowy
wyświetlony przed całą szkołą… xD), ciąg dalszy w Ósemce (Ewka, ja Ciebie nosić
nie będę xD) i wakacje (?)

MAJ: to był miesiąc ! Ślub braciszka, świetna zabawa (tylko
czemu do kogo się nie dosiadłam, zawsze słyszałam „no Patrycja, jak tam nastrój
przed maturą??”!), maturki… czy będzie zaliczone, jaki klucz, a jak inni
napisali… ustne: więcej śmiechu niż stresu, później Juwenalia w Stalowej Woli i
w Lublinie, dobra zabawa, ogólnie mile wspominany czas. Pod koniec miesiąca
upust nerwów… Tak chyba miało być i już ;)

CZERWIEC: Lednica ! Czas spędzony z Emilką, tłuczenie w termos, rozwalanie ludzi poprzez gadanie o allegro, sporo śmiechu, nie ma co:D jak zwykle
wspaniale, tym razem nie spiekłam się przy graniu, ale atmosfera… boska ;)
koniec miesiąca- wyniki matur ! Na pewno szok, kolejny stres- i co teraz?

LIPIEC: nerwowe wyczekiwanie na wyniki z uczelni, wstępne
plany, końcowa radość ;) ognisko mojej oazki ! tzn… oazowiczek xD pamiętam
siatkówkę, pamiętam sąsiada, którego prosiłyśmy o piłkę, radochę z węża
ogrodowego i rozpalanie grilla (xDD)

SIERPIEŃ: Pati zapracowana jak nigdy, stała się molem
książkowym :P w końcu był na to czas i odpowiedni spokój ;) dzięki temu dobrze
to wspominam- na pewno nie był to czas stracony ;) i jakże tu nie wspomnieć o
Pol Trip- Kseni i Dominiki, ich miłym nawiedzeniu mojej skromnej chaty,
snickersówki, zdjęć, zwiedzania miasta (2/3 w remoncie), legendy o ziemniakach
i człowieka… wody? xD

WRZESIEŃ: Wyjazd do Kalwarii Pacławskiej, chodzenie tyłem na
Magdalenkę, sporo śmiechu, sporo śpiewu i świetnie spędzone chwile. Ślub Joasi
i Piotrka! Kto by pomyślał… i wstepne szykowanko i moja ręka jako obiekt
szczególnego zainteresowania i sesja zdjęciowa, poprawianie welonu, niesienie
torta i nie wiem dlaczego ale brzęczy mi w uszach mój głos mówiący „Nie jestem
pijana! Mogę zrobić jaskółkę!”. W każdym razie, sympatycznie było ;)

PAŹDZIERNIK: Początki krakowskiego życia. Pierwszy tydzień
szczególnie intensywnie spędzony, ale bardzo mile. Integracja z nowymi ludźmi,
radość z trzymania blisko siebie starych dobrych znajomych, ciekawość nowych
wyzwań naukowych ;)

LISTOPAD: Sporo się działo podczas jednego z weekendów w
Stalowej Woli. Kurs pedagogiczny, 30 rocznica ślubu Rodziców, promocja tomiku „Spojrzenia
4”, jakoś wszystko w jednym momencie… W Krakowie też niemało się działo, wiem,
że poraz pierwszy poszłam na dyskotekę w klubie (!), wytrzymałam ponad godzinę ;) no i końcówka miesiąca wywracająca wszelkie możliwe scenariusze, do
ostatniej sekundy mącąca fabułę, ale efekt piękny- trzeba przyznać ;)

GRUDZIEŃ: Pierwsza ocena z kolokwium, oczywiście 5 –
musialam to gdzieś uwiecznić xD Stan podchorobowy sprawił, że naprawdę
zatęskniłam za moją Stalóweczką… ;) A później? Świąteczny klimat wpędzony w
życie krakowskie, domowe… Miłe chwile, rodzina, Przyjaciele… czegóż chcieć
więcej !

 

To nie był stracony rok ;) To nie mógł być stracony rok !
Byłam gotowa na rewolucje, ale znów niespodzianki były przede wszystkim
pozytywne ;)
Oby kolejny był dla nas wszystkich równie, albo jeszcze bardziej niezwykły i
piękny ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

podsumowanie roku 2008

29 gru

Ten blog już jak widzę służy tylko moim podsumowaniom, ale tradycja niech pozostanie, to już piąty raz podsumowuję miniony rok :) Zaczynajmy ;)

STYCZEŃ: już pierwszy dzień nowego
roku zapowiadał wiele śmiechu xD ciekawe rozmowy w rodzinie… Za
jakiś czas studniówka, na której 2 razy Bob Marley
leciał xD… I poznałam nowy gatunek kwiatów: brokatowe róże
rosnące na studniówkowcu xD Na sprawdzianie z WOSu pamiętne
pytanie “Subkultury o charakterze agresywnym to a) szalikowcy b)
rastafarianie c) skini d) blokersi” xD I powoli klasa zaczynała mi
dorośleć… :)

LUTY: wiele poważnych momentów,
dyskusji na temat moralności, zachowania, współpracy,
szacunku i tolerancji… Trochę chwil strachu i załamania… Jednak
często tłumione =] I walentynki… jakieś wyjątkowe :):)

MARZEC: radykalna zmiana wizerunku,
poddanie swych włosów nożyczkom fryzjerskim i wielkie
pamiętne CIACH! Inni? Mówili że jest świetnie bądź też
podchodzili i szeptali “ale nie martw się, odrosną” :P Poza tym
zajmowanie miejsca na widowni podczas wieczorku poetyckiego,
inspiracja i sporo przemyśleń

KWIECIEŃ: Francja!!!! Dużo śmiechu
dużo wspomnień… Zróżnicowanie pod wszelkim względem,
wyrabianie opinii… sporo zabawnych nieporozumień… wspólne
śpiewanie piosenek, słuchanie gitar, granie na djembe… Bardzo
dużo niezapomnianych chwil ;)

MAJ: Przezabawna furta w doborowym
towarzystwie xD jak zawsze zresztą xD Juwenalia z ziomalkami z
gimnazjum =] koncert SAMI = tyle pamiętam xD niesamowicie ;) I
zdanie które napisałam wtedy i teraz wygrzebałam na
photoblogu “I love my life because anything else can
surprise me so much
” Nic dodać nic ująć :)

CZERWIEC: Lednica!!!! Jak zwykle
cudownie, tym razem granie na djembe razem z grupą bębniarzy na
Drodze III Tysiąclecia, spalone plecy tak, że jeszcze niewielkie
ślady widać do dziś (poważnie! xD), nowo poznani Przyjaciele,
rozrzuceni po Polsce… spacerki, osiemnastki… xD itp itd xD

LIPIEC: Kolonia w Zakrzowie, ja
animatorką poraz drugi, tym razem znowu z moją towarzyszką djembą
xD z jednej strony dużo nerwów, czasem płacz, czasem
złość… Z drugiej zaś ubaw, ciekawe rozmowy i pewna mała
inspiracja co do przemyśleń na temat przyszłości… :)

SIERPIEŃ: wtedy wielka pani o imieniu
Dorosłość dopadła również mnie… (nie dałam się jej do
końca ;) ) Najpierw wyjazd do Częstochowy, potem przyjazd
Francuzów, impreza rodzinna, wyjazdy, stalowowolska
niespodzianka i impreza sandomierska xD wniosek: nie warto
wszystkiego ze szczegółami planować, nasze plany się
rozsypują, a w spontaniczność zawsze wskoczy moc niezwykłych
niespodzianek ;)

WRZESIEŃ: początek nauki, nauki,
nauki, wykłady, korki, wystartowanie lokomotywy z napisem na M… xD
sporo niedopowiedzeń, trochę strach przed niepodołaniem… ale
ogólnie w miarę pozytywnie…

PAŹDZIERNIK: próba wykazania
się ze strony muzyczno-gitarowej podczas szkolnej pielgrzymki do
Częstochowy xD pamiętny wyjazd, ciekawy, megapozytywny :) samotne
wesele, minibankiecik, koncert Farben Lehre, pierwsze jazdy
samochodem, słowem- istny mix :)

LISTOPAD: Zawody w szachy w Rudniku
wspominane z uśmiechem, trochę śmiechu, trochę nerwów,
osobisty sukces xD “Pierwsze” warsztaty kreatywnego pisania –
Loesje, bardzo ciekawe, zapewniły mile spędzony czas :) poza tym
koncert Habakuka i PPR w Gorzycach, na którym załapałam się
do dwóch zespołów xD z moją nierozłączną djembe of
course:P

GRUDZIEŃ: zajęcia z native speakerem
:> prześwietne mikołajki xD spędzone w szkole xD (snow is
falling all around me… xD), promocja tomiku “Po kamykach
dorastania”, pierwszy egzamin na prawko kończący się porażką,
L numer 13, autobusy nie chcące przyjechać i samoprzesuwająca się
ławka na przystanku autobusowym xD Święta cudowne, rodzinne,
niezapomniane :) Owszem jak zwykle zdarzały się chwile niemiłe,
ale ogół stworzył niezwykłą całość :):)

Myślę, że w ten rok stałam się nieco bardziej… spokojna? ;) nie powiem „opanowana”, powodu również rozwijać nie będę … Niezapomnianych chwil uzbierało się naprawdę dużo i chyba nie zdołałabym wymienić tych wszystkich, którzy ubarwiali świat przez ten czas :) A teraz czeka mnie trochę pracy nad mroczną panią M :P :):) SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

podsumowanie roku 2007

31 gru

Skasowała mi się cała tamta notka! napisałam do listopada! ale… pozbierałam się uspokoiłam i napisałam od nowa :D hah xD
STYCZEN: WOŚP z Gochą xD my w telewizji (ciężko nie poznać NAS xD), mały incydent ukazujące jak stalowowolskie są uprzejme echh… Poza tym pati jako diabełek na jasełkach w Stalowej i w Sandomierzu xD
LUTY: pamiętny wypad do Tarnobrzega, samotny kilkugodzinny spacer, później chwilowe spotkanie z Kotem i Żuczkiem, a na końcu z Ksenią xD całkiem sympatycznie i poznałam praktycznie całkowicie Rastabrzeg xD (i pisk… przy rasta-koszulce xD)
MARZEC: koncert Dżemuuuu xD cudowna sprawa xD pierwsze samotne jednogodzinne wagary xD najgłupszy pomysł na świecie mieć dwa niemieckie i zwiać tylko z pierwszego xD odwiedziny pani Elżbiety, z którą siedziałam w ławce pol gimnazjum :P
KWIECIEN: motka z reklamą odkurzacza Media Markt „Tanie ssanie” xD rozwalający mnie przy każdym powrocie ze szkoły xD, przedstawienie wielkanocne, tym razem pati jako dziennikarz i anioł… xD i motka jak to z panią Joanną S. ustaliłyśmy ideał faceta xD Richie z US5+Bill z Tokio Hotel+Bartek Wrona xD poza tym dużo się udzielałam i wiele wiele dołków…
MAJ: furtaaa xD duuużo ziania xD dużoo xD ale o tym już się rozpisywałam xD dużo koncertów, ale ten KULTu najlepszy xD dużo śmiechów ale też… pierwszy w życiu pogrzeb na jakim byłam…
CZERWIEC: Lednica!! najlepsza ze wszystkich xD with Ksenia ;> dużo matrymoniałów, koncert Skangura (piciuuu xD) i początek wakacji… xD
LIPIEC: pati sprawdza się jako opiekunka xD niezwykłe doświadczenie, nauka cierpliwości, śmiech i złość na zmianę ^^
SIERPIEN: wesoły miesiąc xD ciekawe prezenty urodzinowe xD wiele niespodzianek xD i duużo uśmiechu =)
WRZESIEN: coś się kończy by zacząć się mogło coś ^^ koniec wakacji, powrót szarej rzeczywistości… na zabicie czasu wiele pomysłów, w tym miesiącu jedynie przełamanie kompleksów na basenie… xD i pierwsze warsztaty poetyckie ^^
PAZDZIERNIK: pierwszy turniej szachowy (srebrny medal xDDD), przyjazd Laureline!! (dużo angielszczyzny, toy car, ściotećkaaaa, francuskie komiksy po polsku itp itd xD). Dużo doświadczeń i nowych znajomości, również tych w szkole :)
LISTOPAD: Drugi turniej szachowy tym razem w Rudniku i tym razem bez medalu ;( xD, pierwszy raz pati przyłapana na ściąganiu… xD dużo ciekawych rozmów, po których czułam się czasem naprawdę potrzebna… =) no i pierwsze publiczne wystąpienie z djemba xD wyszło jak wyszło… xDD a i apel o Wyspiańskim :p tak na marginesie xD
GRUDZIEN: smutnawy miesiąc, szczególnie, że byłam chora w święta =( ale mikołajki ciekawe, dużo gg i duzo smsow xDD
Jaki był ten rok? Ciekawy, pomieszany, zabawny i ciężki… Dużo łez, ale jak widzę, nie poszło to na marne =) i wielu ludzi, których poznałam, albo znałam wcześniej, ale teraz dopiero na mnie wpłynęli… =) miałam ładne podsumowanie w głowie ale zdenerwowałam się skasowaną notką :P oby ten rok był bardziej zorganizowany i JESZCZE CIEKAWSZY xDD czekam czekam :D i wszystkim spełnienia marzeń =) i dziękuję tym ludziom, którzy spełnili jakąś rolę w moim życiu… dzięki =) ale to napiszę jeszcze raz na pb :P
=*
 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

strach…

02 lip

Napisane 25.06.2007

Zasypiasz powoli…
Uśmiechasz się…
Nie słyszysz nic…
Cisza i spokój…
A ja
Nie usnę dzisiaj.
Płaczę, lecz ostrożnie,
Byś Ty mógł dalej rozkoszować się ciszą…
A ja
Wsłuchuję się w głos
Przerażający głos,
Który słyszę tylko ja:
„Nie łudź się!
Nie będziesz szczęśliwa!
Wszystkiego dopilnuję!
Choć dom zbudujesz
Na fundamentach ogromnych,
Zawali się wszystko, zobaczysz!
Nie będziesz szczęśliwa!
Nigdy!”

jak ktos ze mna ostatnio gadal to to jest wlasnie ten zwalony wiersz :D lepszego mi szkoda publikowac moze gdzies wysle :P:P

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przemiana

22 kwi

Napisane 11.01.2007r. o godz. 22:52

Dziękuję.
Ten koszmar już nie powróci
Dziękuję, że twoje usta
Nie krzyczą już rozpaczliwie
„Odejdź!”, „Przestań!”, „Zostaw mnie!”
Dziękuję.
Twą twarz widziałam ostatnio
W odbiciu mojego lustra
A teraz zamykam oczy
I pogrążam się we śnie
Zasypiam.
Nie myśląc o niczym innym,
Niż o poranku jutrzejszym
Pierwszym dniu nowego życia
Tak pełnego wolności…
Dziękuję.
Ty zaczniesz życie na nowo,
Twój świat stanie się piękniejszy
Tak- dla mnie twoje odejście
Jest oznaką miłości.

BEZ ALUZJI! DATA NAPISANIA NA GORZE :]

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS